wtorek, 1 grudnia 2015

Łatwo mierzyć siły na zamiary....

Planowałam pisać posty regularnie... Ale to jest trudne jak pozbawią Cię laptopa i telefonu, po czym wywiozą Was na trening wysoko w góry. Było zimno, ale z tygodnia na tydzień przyzwyczajałam się do nowych warunków. Mieszczuch w dziczy. Na początku słyszałam ciągle dogryzania, ponieważ byłam jedyną, dla której to była nowość.
Obecnie jestem już po. Zostałam skierowana do jednego z polskich miast i zostanę tutaj na dłużej. Można powiedzieć, że prowadzę "podwójne" życie. Chodzę na uczelnię i ciągle pilnuję czy coś się nie dzieje. Miasta mają swoje własne prawa wobec relacji nadnaturalni-ludzie i ciężko to wszystko było spamiętać.
Jak na razie wszystko się uspokoiło. Najgorzej jest pilnować nowoprzebudzonych, ponieważ są nieprzewidywalni. Inną sprawą jest uczelnia. Nawet nie wiedziałam, że tylu nadnaturalnych kształci się i korzysta ze studenckiego życia.

Nie wiem czy będę dalej pisać. Teraz... po tak długim czasie od jego założenia... Powiem szczerze: zastanawiam się czy nie usunąć bloga...

piątek, 17 kwietnia 2015

Powrót do domu

Dobra! Nie ma co dalej płakać. Dzisiaj wróciłam do kwatery i w końcu poczułam się jak w domu. Teraz, gdy babci już nie ma, są moją jedyną rodziną i wiem, że mogę liczyć na ich wsparcie. Nauczyciele na razie trochę mi odpuścili i nawet chcieli przedłużyć mi "wakacje", ale mam dość bezczynności i od jutra zaczynam treningi. Uff... Może to mi pomoże.
Chłopaki chodzą koło mnie na palcach i są widocznie skrępowani. Chyba nie mają pojęcia jak mnie pocieszyć. Za to na szafce znalazłam figurkę przedstawiającą moją babcię i gromadkę dzieci siedzącą wokół niej (sytuacja ze zdjęcia z dzieciństwa) i wydaje mi się, że zrobił ją dla mnie Koliber. Największe oparcie mam w Kalii i mojej ciotecznej siostrze Patrycji, która niedawno do nas dołączyła (na razie jest na okresie próbnym, ale obie jesteśmy pewne, że zostanie z nami).
Muszę jeszcze rozpakować torbę i poroznosić zamówienia. Rzadko wypuszczają nas na miasto... Ba! W ogóle poza teren Kwatery...Więc przed moim wyjazdem nazbierała się dość pokaźna lista. M.in. żelki, lakier do paznokci, chipsy, cukrowy baranek itp. itd.
Kończę, bo właśnie przyszli kolejni po odbiór przesyłki ;)

piątek, 10 kwietnia 2015

Trudne chwile

Jak już wspomniałam, moja babcia opuściła ziemię, aby połączyć się z przodkami. Nie ma z tym nic wspólnego jakaś nadnaturalna siła- po prostu była już wiekową kobietą. Na jej pogrzeb zjechała cała rodzina i po raz pierwszy mogłam się przekonać jak wielki klan stanowimy.
To był jednak dopiero początek smutnych wydarzeń. Przywództwo nad Zgromadzeniem przejęła ciotka... Nie ma ona zbyt dobrego mniemania o innych rasach i postanowiła wcielić swoją własną wizję kowenu w życie. Na pierwszy ogień poszliśmy wszyscy, którzy "splamili" rodzinę: ja (wilkołak), kuzynka, której mąż jest Upadłym i jeszcze kilka tym podobnych osób.
Co oznacza u nas banicja? Po pierwsze brak dostępu do wiedzy przodków. Po drugie zerwanie kontaktów z nami. Pozostali mogli albo sprzeciwić się i dołączyć do nas, albo podporządkować się decyzji ciotki. Większość zdecydowała się na drugą opcję.
Nie mam siły więcej o tym pisać. Wybaczcie, ale spróbuję w końcu zasnąć...

środa, 8 kwietnia 2015

Żałoba...

Wybaczcie mi... Moja babcia nie żyje i nie mam na razie sił, żeby pisać. Obiecuję, że w piątek wszystko wyjaśnię :'(

piątek, 13 marca 2015

Niedowierzanie

Właśnie wróciliśmy do pokoju i nadal jesteśmy oszołomieni. Wszyscy nam gratulowali. Nawet uściskałam z radości Rina, by po chwili odskoczyć zażenowana.
Już przechodzę do rzeczy. Otóż podczas dzisiejszych rozgrywek drużynowych dotarliśmy aż do półfinałów, co jest dla nas dużym osiągnięciem, ponieważ trenujemy razem zaledwie od września. Nawet nasz opiekun-trener był z nas dumny i pozwolił nam jutro wieczorem użyć teleporteru, żebyśmy mogli pójść do jednego z klubów i "zrelaksować się". Niemniej w niedzielę o 5 rano mamy być gotowi na placu, więc zapewne nie obędzie się bez specyfików na kaca.
Ale plus jest taki, że w niedziele mam zajęcia razem z Kalią :) Takie małe pocieszenie... Przynajmniej nie będę musiała przez cały dzień biegać jak chłopcy. Już sobie ich wyobrażam... takich skacowanych xD

piątek, 6 marca 2015

Historia Kalii

Każdy ma powód do narzekania na rodzinę. U Kalii też się znalazł, jednak moim zdaniem w jej przypadku jest uzasadniony.
Jej matka była typową imprezową dziewczyną, która w wieku 17 lat zaszła przez "przypadek" w ciążę. Dzieckiem nie chciała się zajmować, więc oddała je na wychowanie dziadkom, bo przecież tamtego faceta nie mogła powiadomić, że zostanie tatusiem.
Od dzieciństwa Kalia wykazywała dziwne zdolności: rozmawiała z niewidzialnymi przyjaciółmi, znikała na kilka godzin z domu, bo "chciała się pobawić z leśnymi przyjaciółmi", znosiła do domu przeróżne zwierzątka (kotki, żaby, jaszczurki, wiewiórkę).
Najgorsze przyszło, gdy skończyła 12 lat. Jej moc zaczęła szaleć i dziadkowie zaczęli się bać. Uważali, że z nią jest coś nie tak. Całkowicie zakazali jej używać magii, wysłali do księdza i musiała chodzić do psychologa.
Zaraz po 18. urodzinach spakowała swoje rzeczy i wyprowadziła się. Załatwiła sobie pracę w barze, a od jednego klienta dowiedziała się o klubach dla istot paranormalnych i powiedział, że jest członkiem Sojuszu Hekate i gdyby chciała, to może tam dołączyć.
Zarówno ja, jak i Wy, wiemy, jaką decyzję podjęła. Po zakończeniu treningów Kalia pragnie pracować jako barmanka w jednym z takich klubów magicznych.

Wiem, że post dość krótki, ale tak naprawdę nie ma, co więcej się rozpisywać. Jedyne, co mogę dodać- zapytałam się jej czy próbowała odnaleźć ojca, ale stwierdziła, że nie czuje takiej potrzeby, a poza tym nie miałoby to sensu, ponieważ nie odegrał w jej życiu dotychczas żadnej roli.

niedziela, 1 marca 2015

Trochę o duchach i zaklinaczach

Temat okazał się trudniejszy niż przypuszczałam, dlatego tak długo zajęło mi jego napisanie. 
Zapewne wielu obiło się o uszy istnienie takiego serialu jak "Zaklinaczka dusz"  i możliwe, że to właśnie to zainspirowało czytelnika do napisania prośby z przedstawieniem jak to jest w rzeczywistości.

ZAKLINACZE
1. Tabliczka ouija
Dzięki tej metodzie każdy może skontaktować się z zaświatami, ale jest to niebezpieczne. Przy przywoływaniu musi brać udział 3 lub 6 osób. Duch odpowiada przesuwając wskaźnikiem po tabliczce. Jest to też najłatwiejszy sposób na kontakt z duchami.
Dowiedziałam się, że wyznawana religia znacząco wpływa na rodzaj przywoływanej osoby. Chrześcijanom i ateistom najczęściej udaje się przywołać diabła, szatana itp. oraz mogą zostać opętani.
2. Medium
Niektóre osoby są w stanie zobaczyć ducha i przekazywać jego słowa lub stać się naczyniem dla duszy, by sama mogła przekazać wiadomość. Do tego trzeba mieć naturalne predyspozycje, występują niezwykle rzadko w starych magicznych rodach.
Także dzieci, których dusze nie są skażone i nie negują tego, co widzą, są w stanie zobaczyć ducha. Przykładem są zmyśleni przyjaciele.
3. Śpiewacze
To także osoby obdarzone magicznymi zdolnościami. Mają w sobie specyficzną moc, która przyzywa do nich duchy. Sama ich obecność w danym miejscu może powodować wyzwolenie się mocy... stąd np. nawiedzone domy.
Zazwyczaj w takiej sytuacji nie pomagają egzorcyzmy i inne praktyki magiczne, a jedynym wyjściem jest wyprowadzenie się z takiego miejsca.

DUCHY
1. Umartwione dusze
W naszym świecie, ale na innej płaszczyźnie mogą zostać dusze osób, które nie przeszły na drugą stronę. Dzieje się tak z różnych powodów. Czasami nie zdają sobie sprawy, że są martwi albo zginęli nagle. Znane są także inne przypadki: nie pożegnali się, bali się przejść w Zaświaty, zostawili niepozałatwiane sprawy, byli zbytnio przywiązani do spraw materialnych. Takim osobą można pomóc i zaprowadzić ich do istoty, która czeka na nich na końcu tunelu.
Tego rodzaju duchy nie stanowią zagrożenia.
2. Poltergeisty
Jest to negatywna energia lub dusza, która doznała krzywdy bądź była zła. Często w miejscach śmierci, morderstw zostaje ślad astralny- emocje towarzyszące tej osobie w chwili śmierci.
Mogą wyrządzić żyjącym w tym miejscu ludziom krzywdę (nie bezpośrednio), chociaż najczęściej ograniczają się do trzaskania drzwiami. Niemniej mogą rzucać szklankami, nożami i innymi niebezpiecznymi przedmiotami, jeżeli chcą się kogoś pozbyć, a inne metody nie skutkują.

Z mojej strony to tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że jest to zadowalający Was post.
Koszmarnego dnia ;)

piątek, 27 lutego 2015

Stopnie w społeczności

Dzisiaj miałam napisać historię Kalii, ale zmieniłam zdanie i najpierw napiszę Wam o stopniach, jakie występują w Sojuszu Hekate :)
Nie są one oficjalne. Nie wiadomo, kto je wymyślił, ale przyjęły się i są przekazywane kolejnym "pokoleniom".

"Obcy"- to osoba, która dopiero przyjechała; ten stan trwa około 2-3 dni, czyli do czasu, kiedy dochodzi do wzajemnego poznania
"Terminiak"-osoba, która chce rozeznać czy pasuje do tego miejsca, zazwyczaj trwa to do 2 tygodni
"Nowicjusz"-inicjowany, który dopiero rozpoczyna trening, długość trwania uzależniona jest od całej grupy, okres około 2-5 lat
"Wtajemniczony"- to czas doskonalenia umiejętności i obserwowania bardziej doświadczonych członków społeczności oraz pomocy w wykonywaniu misji; zaliczenie tego etapu jest decyzją grupy dowodzącej (przeciętnie 5-8 lat)
"Iluminatio"(oświecony)- czas samodzielnej pracy w grupie; jest to "praca" na czas nieokreślony i może trwać aż do śmierci, chociaż z czasem następuje u większości osób syndrom wypalenia i przechodzą w czas spoczynku
"Domownicy"- to właśnie iluminatio w spoczynku oraz wszyscy Ci, którzy uważają, że nie nadają się do walki, ale jednak woleliby pozostać i pomóc wspólnocie
"Weteran"-jest to można powiedzieć, że najwyższy OSIĄGALNY status; jak na razie mają go tylko Ci, którzy od początku angażowali się w rozwój "rodziny"; jest wśród nich także moja była współlokatorka; nikt nie zna kryteriów przyznawania go
"Założyciel"- jest ich obecnie 6-ciu (jeden zginął); to z ich inicjatywy powstał Sojusz Hekate i tylko dzięki nim mógł powstać; jedni z najsilniejszych (i najstarszych)

Okres "Obcego" i "Terminiaka" to najmniej pewny czas, gdyż mniej więcej 2/3 z nich rezygnuje. W tym czasie wszyscy mieszkają w jednej dużej sali znajdującej się na obrzeżu terenu. Jedynie, co robią to przyglądają się już inicjowanym osobom.
"Nowicjusz" i "Domownik" zamieszkują w głównym budynku w przydzielonych salach, gdzie mieszkają grupami. Ci pierwsi są skupieni na treningu, a drudzy dbają o cały kompleks (sprzątają, hodują rośliny i zwierzęta, gotują itp.).
"Wtajemniczony" jest w ciągłym ruchu. Nie ma stałego zamieszkania. To oni są odpowiedzialni za patrole i składanie raportów o sytuacji na danym terenie.
"Iluminatio" i "Weterani" mają własne mieszkania, mogą chodzić na studia i podjąć zwyczajną pracę, jednak pozostają w stałej gotowości i meldują się raz na tydzień. Zazwyczaj członkowie poszczególnych drużyn mieszkają blisko siebie na przydzielonym im terenie.
"Założyciele"- nie do końca wiadomo, gdzie przebywają. Często przebywają w centrali, ale równie często są poza nią.

To tyle na dzisiaj. I obiecuję, że za tydzień już na 100% będzie historia Kalii
Pozdrawiam
Yoshike

piątek, 20 lutego 2015

Lekkie nagięcie regulaminu i utrata ładowarki

Nienawidzę wprost monotonii... To mnie wprost zabija.
Niemniej wpadłam na głupi pomysł, żeby zrobić kawał trenerowi. Dzięki pomocy Kalii udało mi się przywrócić nieco magicznych umiejętności (nie miałam nawet o tym pojęcia xD).
Postanowiłam je "przetestować" podczas śniadania. Zamieniłam trenerowi cukier w sól, kiedy wsypywał ją do herbaty, jego kurczak nagle uciekł z talerza, a sznurówki same się związały ze sobą.
Wiem, że to trochę dziecinne i nie powinnam tego robić, ale naprawdę zaczynałam się już tym wszystkim nudzić.
Niestety dość szybko znaleziono sprawcę "całego tego bałaganu". Ha! Los okazał się dla mnie łaskawy i za wstawiennictwem jednego z "Weteranów", jedyną karą było odebranie wszelkich ładowarek do sprzętów na 1,5 miesiąca i zobaczenie jak sobie poradzę z ograniczonym zasobem energii. Było jedno ale: mogę stosować magię, ALE innym nie wolno mi w tym pomagać :/

Skończyło się na tym, że nie byłam w stanie sobie poradzić za pomocą magii, jednakże dzięki Kolibrowi znalazłam na to sposób. Kupiłam w sklepie elektronicznym nową baterię do laptopa i poprosiłam o jej naładowanie. Obsługa dziwnie na mnie patrzyła, ale zrobili to... dzięki lekkiej "perswazji".

Niestety wiążę się to jeszcze z inną sprawą. Zmieniono nieco mój rozkład zajęć podczas całego tygodnia. Jednak się nie martwcie- piątki pozostały bez zmian.
Po prostu w soboty i niedziele zamiast treningów fizycznych mam umysłowe razem z Kalią, co mnie bardzo cieszy :D

piątek, 13 lutego 2015

Historia Rina

O Rinie i Kalii wiem chyba najwięcej. O tym pierwszym ze względu, że praktycznie całe dnie spędzamy razem, a o niej, bo razem przesiadujemy w piątki :)

Dzisiaj jednak chcę się skupić tylko na przyjacielu. 
Jego historia nie jest wesoła i idealna. Miał zaledwie 5 lat, gdy na świat przyszedł jego młodszy brat, a ojciec stracił pracę i zaczął pić, przez co 2 lata później opuściła ich matka. Przez pewien czas Rin próbował opiekować braciszkiem i chodził do szkoły, ale pod koniec podstawówki miał dość.
Próbował znaleźć matkę i nawet mu się udało, ale stwierdziła ona, że ma już nową rodzinę i swojemu nowemu mężowi nawet nie powiedziała o nim.
Skończył liceum, bo chciał coś osiągnąć i zamierzał iść na studia, ale niestety nie został przyjęty, co go załamało. Wtedy też wpadł w "złe towarzystwo". Zaczął pić i ćpać razem z punkami. Zaczął się też ubierać tak jak oni. Ręce miał całe pocięte. Rzadko wracał do domu.
Tego feralnego wieczoru nie ćpał, ponieważ zamierzał odwiedzić brata, któremu udało się "wyjść na ludzi" (studiował). Niestety wybrał nieodpowiednią drogę o nieodpowiednim czasie. Wychodząc przez dziurę w płocie, zobaczył wampira pożywiającego się ludzką krwią.
Resztę wydarzeń pamięta jak przez mgłę. Wie tylko, że nie został ugryziony, a raczej jakaś rozmazana smuga rzuciła się na niego i pchnęła go nożem w brzuch, a potem zostawiła go, żeby się wykrwawił. Najprawdopodobniej miało to wyglądać na jakieś porachunki.
Widzicie, po całkowitym osuszeniu, ciało ludzkie zamienia się w proch.
Kiedy go znaleziono, był na granicy śmierci i jedynym wyjściem była przemiana go w wampira. W Sojuszu Hekate panuje zwyczaj, że w przypadku znalezienia kogoś umierającego/rannego podczas patrolu, ratujemy go "na wszelkie możliwe sposoby".

Jak możecie przypuszczać, po przebudzeniu nie był z tego faktu szczęśliwy i pierwsze, co zrobił, to pobił wampira, który go ocalił. Dwie osoby musiały go przytrzymać.
Niemniej nadal jest nieco zły za przemianę, ale powoli oswaja się ze swoją nieśmiertelnością.

Jest jeden plus tego wszystkiego- pozwoliło mu to na lekkie ogarnięcie się i skończenie z nałogami. Obecnie jedynie strój jest świadectwem jego niechlubnej przeszłości. Pozostał z bratem w telefonicznym kontakcie (nie wtajemniczając go w całą sytuację). Jednak żyje ciągłą świadomością, że będzie za niedługo musiał zerwać wszelki kontakt...

Następne notki napiszę o tym, dlaczego zabrano mi ładowarkę do laptopa i kilka słów o historii Kalii ;)
Koszmarnego wieczoru
Yoshike

piątek, 6 lutego 2015

Trening

Widzicie, każdy z drużyny ma swoją pozycję i funkcję do spełnienia. Jak na razie nie potrafimy się dograć.
Ja i Rin jesteśmy osobami od brudnej roboty- atakujemy bezpośrednio. Koliber jest kimś w rodzaju "ratownika", czyli jego zadaniem jest wydostać nas, jak wpadniemy w tarapaty. Kartezjusz robi za kierowcę (załatwia transport). A Kalia jest specem od łączności.
Jak na razie wygląda to tak, że razem z Rinem i Kolibrem czujemy się jak w wojsku: pobudka o 5 rano i mamy 10 km bieg z obciążnikami na nogach i rękach, potem śniadanie i nauka jakichś durnych rzeczy, z których nic nie rozumiem. Następnie obiadokolacja i tor przeszkód aż padamy ze zmęczenia. Na koniec zimny prysznic i kolejny bieg na 10 km z obciążeniem. Po powrocie interesuje nas tylko łóżko i sen (to mniej więcej 1:00 w nocy).
Kartezjusz ma o wiele lepiej, bo uczy się z czego składa się samochód, jak je kraść itp. I tylko rano z nami biega. Poza tym po obiedzie idzie na plac, gdzie uczy się jak się nie zabić (i innych) łamiąc wszystkie przepisy drogowe.
Kalia to w ogóle ma najlepiej. Ma tylko rozgrzewkę- coś jak na wf'ie, a potem czeka ją tylko wysiłek umysłowy. Chociaż może nie powinnam mówić, że TYLKO, ponieważ zazwyczaj po obiedzie tak się źle czuje (głównie z powodu bólu głowy), że zasypia. Nie wiem na czym dokładnie polega jej trening, ale na pewno jest związany z magią żywiołów, telepatią i hipnozą.
Jedyny "luźniejszy" dzień, to właśnie piątek (dlatego w ten dzień publikuję posty). Zazwyczaj zaczyna się od wspólnego treningu (bieganie przez 10 minut, pompki, brzuszki, czołganie się i wspinaczka), po czym bierzemy prysznic i jemy śniadanie. Potem mamy rozgrywki między drużynami- ma to pokazać nasze postępy, a w finale wyłonić grupę, która pójdzie na misję i jeżeli ją zda, to przestaną być "Nowicjuszami", a staną się "Wtajemniczonymi".
Jak już wspominałam wcześniej, nam dość daleko do ukończenia tego stopnia, więc zazwyczaj już od 8:17 mamy wolne (po rozgrywkach, które zaczynają się o 6:00, reszta dnia jest tylko dla nas).
Każdy robi wtedy, co chce. Ja i Kalia zostajemy w pokoju (mieszkamy wszyscy razem), by poświęcić się rozmowie, komputerowi i babskim sprawom. Reszta towarzystwa gdzieś znika.
No i 2 razy w miesiącu jesteśmy zabierani do różnych miast, gdzie sprawdzana jest nasza umiejętność obserwacji i wtapiania się w tłum. 
Na dzisiaj to już wszystko, bo pada mi bateria w laptopie, a ładowarkę zabrano mi za złamanie regulaminu...
Pozdrawiam
Yoshike

PS
Jeżeli kogokolwiek zaczęło dziwić, dlaczego mogę komentować bloga w inne dni, to odpowiedź jest dość prosta: telefon+ internet+nieuwaga trenera :P

piątek, 30 stycznia 2015

Troszkę organizacyjnie

Po pierwsze: chcę wszystkich Czytelników przeprosić- za to, że tyle razy zawaliłam.
Po drugie: mam taki spam w komentarzach i na poczcie, że prędko na to nie opiszę. Umówmy się po prostu tak: napiszcie maile do mnie jeszcze raz (żeby mieć pewność szybkiej odpowiedzi, ponieważ wszystkie wiadomości trafiły do osobnego folderu i dopiero mam zamiar je posegregować, bo większość z nich nadaje się tylko do kosza lub folderu spam), a pytania z poprzednich komentarzy piszcie pod tym postem, bo sami wiecie, ile się tego nazbierało, a tak to prawdopodobnej odpowiedzi możecie oczekiwać jeszcze tego samego dnia koło 19:30 lub najpóźniej dnia następnego o tej samej porze.
Po trzecie: z mojej strony obietnica- KOLEJNY RAZ NIE ZNIKNĘ! I tym razem mówię to poważnie, ale wiem, że straconego zaufania tak szybko nie odzyskam...

I ostatnie, o co chcę Was prosić: jeżeli macie jakieś tematy, które chcecie poruszyć na blogu, pytania lub problemy, które zainteresowałyby wszystkich i/lub oni też mogą mieć takie problemy, to piszcie, a obiecuję, że jeżeli temat będzie ciekawy, to pojawi się na blogu (o ile nie będziecie mieć nic przeciwko).

Pozdrawiam
Yoshike

PS
Cieszy mnie moderacja komentarzy, ponieważ przynajmniej spam się już więcej tutaj nie pojawi :D

Dobre i złe decyzje

Dołączenie do Sojuszu Hekate było chyba jednym z najlepszych wyborów dokonanych przeze mnie w ostatnich latach. Dlaczego? Otóż zapewniło mi to spokój... o tyle, na ile to możliwe. To znaczy, że obecnie nie muszę tak bardzo się przejmować tym, że ktoś mnie zaatakuje, wdam się w jakiś konflikt itp. Mamy taki niemy pakt ze wszystkimi rasami: "Jeżeli zaatakujecie kogoś z nas, to będziecie mieć do czynienia ze wszystkim".
Poznałam też kilka naprawdę fantastycznych osób, przez co całkowicie zmieniło się moje spojrzenie na świat i postrzeganie istot magicznych. Już podczas szkolenia jesteśmy łączeniu w coś w rodzaju drużyny. Zazwyczaj starają się, żeby był to przedstawiciel każdej grupy i w podobnym wieku... ale jak wiadomo z tym czasami ciężko bywa... chociaż obecnie dołącza dużo młodych osób. Moja drużyna składa się z 3 chłopaków i 2 dziewczyn (z których 1 jestem ja). 
Pierwszym z chłopaków jest Rin (wspominałam już o nim): 27-letni wampir z 1,5-rocznym stażem. Powiedzmy, że znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Kiedy go znaleziono był na skraju śmierci, ale jeden z wampirów Sojuszu uratował go przemieniając w wampira (o co Rin ciągle się wścieka).
Drugi to Kartezjusz: nigdy nie chce nam nic powiedzieć o sobie, tak więc nie znam ani jego wieku (wygląda na 15 lat), ani jaką frakcję reprezentuje. Niemniej wiemy, że pochodzi z Japonii i sprawiał tam dość spore problemy, dlatego wysłano go tutaj.
Ostatni nazywa się Koliber: ma 21 lat i jest dość niski, jak przystało na fauna. Tak, tak... trudno uwierzyć w ich istnienie. Sama też byłam zdziwiona. Dołączył jakiś tydzień po mnie i ma nieco dziwne poczucie humoru, ale można się z nim dogadać.
Jedyną dziewczyną oprócz mnie jest Kalia: ma 19 lat, jak ja i jest czarownicą. Dokładnie nie wie skąd pochodzi jej moc, ale prawdopodobnie odziedziczyła ją po linii ojca, którego nigdy nie poznała.
I na końcu o mnie. Tradycją jest, że po inicjacji wybieramy sobie nowe imię na znak rozpoczęcia "nowego życia". Moje nowe imię to Yuki, czyli po japońsku śnieg :) Niemniej nadal będę podpisywać się swoim starym imieniem.

Teraz przejdę do drugiej części posta... czyli o złych decyzjach.
Po pierwsze: nigdy nie rozpoczęłabym poszukiwań wampirów, gdybym wiedziała, że zakończy się to dzisiejszą sytuacją. Mogłabym wtedy żyć spokojnie, nieświadoma niczego.
Po drugie: nie podjęłabym ponownie decyzji o zostaniu wilkołakiem. I nie chodzi tutaj o ból związany z przemianą czy tracenie kontroli nad własnym ciałem podczas pełni. Ale o tym więcej następnym razem.
Po trzecie: nigdy nie powinnam angażować w moje życie człowieka, nawet zafascynowanego tym światem i świadomego konsekwencji. Na szczęście nie stało się nic poważnego, ale wolę nie myśleć jak poważne mogłyby być konsekwencje moich decyzji. Niemniej naprawiłam swój błąd i zerwałam wszystkie kontakty z przyjaciółmi z liceum, co nie było takie trudne, ponieważ wyjechałam na studia.
To chyba tyle błędów jakie poczyniłam... tak mi się przynajmniej wydaje.

Na koniec powiem tylko kilka słów na temat bloga. Otrzymałam pozwolenie od mistrza na dalsze prowadzenie go i nawet pozwolono mi opisywać tutaj o Sojuszu Hekate, drużynie i treningu (bez podawania szczegółów). Tak więc do następnego piątku.
Yoshike

niedziela, 25 stycznia 2015

Bardzo zabawne

Piszę z telefonu, bo innej opcji nie mam. Stale jestem w ruchu. Dzisiaj akurat siedzę w Warszawie.
Po pierwsze chcę podziękować Rinowi za odzyskanie hasła do bloga, bo zmieniłam hasło... po czym go zapomniałam i miałam przez to problemy z kontem.
Po drugie: wprowadzam od jutra ograniczenia dla komentarzy. Każdy komentarz przejdzie przez zatwierdzenie.
Po trzecie: wracam do starej formy bloga- jeden autor.
Po czwarte: przyznam się Wam do jednej rzeczy... te wszystkie powroty były nieudane, ponieważ ogarnęło mnie pewne zniechęcenie do prowadzenia bloga.
Niemniej kilka osób wzięło się za mnie i poważnie ze mną porozmawiało. Obiecali także, że zmuszą mnie do pisania choćby jednej notki w tygodniu. Najprawdopodobniej w piątki będę zamieszczać wpisy.

Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną przez ten cały czas.
Pozdrawiam

niedziela, 17 sierpnia 2014

Sojusz Hekate

Sprawy nie mają się źle. Po prostu część z magicznych stwierdziło, że woli starodawnym zwyczajem spotykać się na wiecach i jak to było w Atenach wszyscy mamy decydować.
Poza tym wyszły machinacje w "wyższych" sferach. Jakieś dziwne pakty, usuwanie niewygodnych członków ze społeczności.

Pomysł na zawiązanie sojuszu dały czarownice. One od dawna żyją w "anarchicznej" społeczności, gdzie każda rodzina sama o sobie stanowi. A jako, że zawsze dążyły do pokojowej koegzystencji z innymi magicznymi, to ten pomysł wydał im się idealny.
Na początku zawarły go tylko niektóre wilkołaki i większość miejscowych czarownic. Potem dołączyło kilku innych zmiennokształtnych i Dzieci Natury, a obecnie Sojusz Hekate liczy około 47 pełnoprawnych członków.

A czym jest Sojusz Hekate?
Wczoraj bardzo długo rozmawiałam na ten temat z moją współlokatorką, która od początku zaangażowała się w zawiązanie sojuszu i stwierdziłam, że działają w słusznej sprawie.
To społeczność magicznych, którzy chcą żyć w pokoju i wspólnie podejmować decyzje. Potocznie nazywamy to "rodziną". Wszyscy są tutaj równi, niezależnie od grupy, do której należą. Wspieramy się wzajemnie i pomimo kłótni, których nie da się uniknąć po tak długim czasie wzajemnej nienawiści, staramy się powściągnąć własne temperamenty, by móc razem działać.

Właściwie dlaczego Hekate?
Otóż jak zapewne niektórzy wiedzą w mitologii greckiej Hekate była bognią czarów, magii, ciemności i widm.
Z czasem jednak jej wizerunek uległ zmianie. Umiłowana przez bogów, faworytka Zeusa, któremu piastowała dzieci, stała się łaskawa dla ludzi: zsyła bogactwo, siłę i sławę, osłania żołnierzy w bitwach i żeglarzy na morzu, czuwa nad sprawiedliwością w sądach i prowadzi zawodników do mety.
(Informacje pochodzą z Wikipedii)
Jesteśmy Dziećmi Magii, które pragną być silne i sprawiedliwe, a w przypadku konfliktów będziemy prosić Królową Magii o pomoc i by czuwała nad nami.

Jutro opowiem Wam jak wygląda życie w naszej małej społeczności.
Dobranoc
Yoshike

sobota, 16 sierpnia 2014

Podziękowania

Chciałabym podziękować wszystkim, którzy wytrwali do mojego powrotu. To było niezwykle trudne zadanie i niezmiernie cieszy mnie fakt, że ktokolwiek zdołał tak długo wytwać. Naprawdę myślałam, że zastanę tu całkowite pustki i stagnację.
Jesteście wielcy!

Dobra ludzie

Wiem, że dość dawno mnie nie było. Najpierw matura, a potem praca. Już oficjalnie mogę powiedzieć, że jestem studentką.
Co do spraw spotkań itp. Jeżeli macie ochotę to mogę bez problemu spotkać się z ludźmi w Katowicach.

Czy są jakieś nowości? A i owszem. Asha ma się już dobrze. Odezwie się po wakacjach, bo wyjechała gdzieś z rodzicami.
Ja byłam nieco oderwana od świata i jeszcze nie wszystko ograniam, ale w powietrzu coś wisi. Bynajmniej nie chodzi tutaj o sprawy na Ukrainie, a nieco zagmatwaną sytuację na miejscu.
Okazało się, że miejscowa Starszyzna jest przekłamana i działa na szkodę rasy, dlatego część wilkołaków porzuciła Tradycje i zawiązała Sojusz Hekate. Mnie także próbowali już zwerbować (a wróciłam zaledwie wczoraj).
Jednak wolę pozostać neutralną, dopóki się czegoś nie dowiem więcej.

Pozdrawiam
Yoshike

PS
Nie czytałam jak na razie komentarzy, więc nawet nie wiem, co tam wypisywaliście.
Posty będą się pojawiać codziennie. Nie wiem jednak jakiej długości będą.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Szkolne wifi

Znowu nie było w szkole internetu, więc piszę z domu. Przestałam należeć do sfory... Stałam się kimś w rodzaju wolnego strzelca. Z wampirami mam na razie spokój. Zawarliśmy coś jakby rozejm. Do września nie mieszamy się nawzajem w swoje sprawy.
Księżyc ma na mnie coraz mniejszy wpływ... na szczęście.
Znalazłam też w okolicy fajną miejscówkę: klub dla istot paranormalnych. Spotkałam kilka czarownic, jednego łowcę i wdałam się w kłótnię z upadłym...
To właśnie wilkołaki, będące tam stałymi klientami, doradziły mi wystąpienie ze stada i życie na własną rękę. Są plusy i minusy takiego życia. Nikt mi nie chroni dupy i mogę liczyć tylko na siebie, ale przynajmniej nie muszę słuchać niczyjego zrzędzenia i podążam własną drogą.
Asha czuje się znacznie lepiej i lekarz pozwolił jej za 2 tygodnie wrócić do szkoły...
Na razie to tyle.
Yoshike

niedziela, 13 kwietnia 2014

Matura

Miałam uczyć się do matury, ale w sumie mam kilka minut na napisanie czegoś, a niektóre komentarze mnie rozwalają.
Moje życie wróciło do normy (czyt. weszłam na wyższy stopień wtajemniczenia).
Co do Ashy... Dobrze dowiedzieć się, że zaginęła. Jeszcze dzisiaj rano z nią rozmawiałam. Po prostu na razie nie chodzi do szkoły, ponieważ ma nauczanie indywidualne i rehabilitację.
W wakacje wyjeżdżamy we trzy (ja, Asha i Noki) do stadniny koni, więc najprawdopodobniej w czerwcu zawieszę działalność bloga na pewien czas.
Jutro napiszę ze szkoły trochę więcej na ten temat...
Yoshike

środa, 8 stycznia 2014

Bazgroły bez tematu

Witajcie. Weszłam tylko na chwilkę, żeby coś napisać. Nie wiem, jak to będzie dalej, więc nie będę składać pustych obietnic. Posty mogą się pojawiać zarówno raz w miesiącu, jak co 2 dni lub co tydzień. Samej mi to trudno przewidzieć.
Najpierw kilka słów o Ashy i od Ashy :)
Okazało się, że jej rany są mniej poważne niż myśleliśmy i wczoraj została wypisana do domu. Obecnie odpoczywa i wraca do zdrowia.
Tajemniczy wampir na razie się nie pojawia. Przynajmniej ja go ostatnimi czasy nie widuję. Mam nadzieję, że sobie odpuścił.
Asha czuje się już lepiej, ale z powodu złamanej ręki nie jest w stanie pisać. Dlatego przekazuję Wam wiadomość od niej, następującej treści:
"Witajcie ludziska
Moje zdrowie nie pozwala mi przez jeszcze jakieś 3 tygodnie do Was pisać, ale się nie martwcie. Zakazałam Yoshi usuwać tego bloga i nakazałam jej zamieszczać posty w każdej wolnej chwili. Ale pamiętajcie, że ona za kilka miesięcy ma maturę. 
Czuję się coraz lepiej i trochę męczy mnie to ciągłe leżenie. Na szczęście mam znajomych, których mogę męczyć rozmową. Nadal możecie mi zadawać różne dziwne pytania, bo codziennie z braku urozmaicenia, zaglądam na bloga.
Całuski
Asha" 
Nie przejmujcie się jej nietypowym zachowaniem, jest obecnie na mocnych lekach ;p
A na zakończenie chciałam napisać o jeszcze jednej rzeczy. Mianowicie o procesie transformacji, gdyż mailowo piszę z kilkoma osobami i został poruszony ten temat. Pozwoli Wam to też zrozumieć, co stało się z Ashą (zamierzam opisać przebieg tamtego dnia).
Sprawa wygląda następująco: pierwsza przemiana jest bardzo bolesna. To jakby ktoś łamał ci kości i zrywał ścięgna. Wbrew temu, co pokazują w filmach, sam proces nie trwa kilku sekund, a prawie 0,5-1 godzinę. Kolejne przemiany stają się mniej bolesne, ponieważ ciało przyzwyczaja się do transformacji i wytwarza specjalne endorfiny. Ja jestem wilkołakiem mniej więcej pół roku i u mnie ten proces trwa około 15-20 minut. Rekord w prędkości przejścia przemiany wynosi 7 minut 42 sekundy. Wilkołaki mają dziwny nawyk konkurowania we wszystkim xD Obecnie proces mojej przemiany ograniczył się do bólu głowy (jakby ktoś mi miażdżył czaszkę) i mrowienia/odrętwienia w całym ciele. Niemniej, zaraz po przemianie jestem otumaniona i działają u mnie instynkty wilka. Przez pierwsze kilka minut jestem dość niebezpieczna.
I to właśnie spotkało Ashę. Bardzo nalegała na to, żeby ją zabrać na którąś z przemian. Mniej więcej tydzień po pełni jest najbezpieczniejszy na przemianę i pozwoliłam jej iść ze mną. Postawiłam jej jeden warunek: ma pozostać w bezpiecznej odległości, schowana na drzewie. Oczywiście, wcześniej uprzedziłam ją o procesie przemiany. Niestety, nie posłuchała mnie i po tym, jak zobaczyła, że zwijam się z bólu na ziemi, zeszła z drzewa i podbiegła do mnie. Pamiętam to jak przez mgłę, ale chyba odrzuciłam ją łapą (byłam w połowie przemiany do pełnej formy). Zaraz potem, gdy dokończyłam przemianę i uzyskałam kontrolę nad sobą, wezwałam jednego z braci, który zawiózł ją do szpitala. Na szczęście, lekarze nie mieli żadnych podejrzeń. Ich diagnoza: atak dzikiego zwierzęcia, może niedźwiedzia.
Teraz mam zakaz samodzielnych przemian. Mogę jedynie w czasie pełni dokonać (przymusowej) transformacji pod okiem jednego z członków watahy.
Mam nadzieję, że ten post chociaż trochę Was zaciekawił.
Yoshike