sobota, 9 lutego 2013

Żałuję...

Gdybym mogła cofnąć czas, z pewnością bym to zrobiła. Nie zdawałam sobie sprawy, że kiedy zacznę szukać wampirów, moje życie się tak pogmatwa. Żałuję moich poczynań w ciągu ostatniego pół roku.
Zapewne większość z Was uważa, że to tylko mój wymysł, ale spodziewałam się tego. Nawet moi rodzice w to nie wierzą.
Moje życie wróciło w pewnym sensie do normy: szkoła, dom, imprezy... Ale ja czuję się już całkiem inna. Życie nauczyło mnie, że nie wszystko jest takie, jakie nam się wydaje i trzeba pamiętać, że niespodziewany cios może paść z każdej strony, dlatego stale chodzę przygotowana na atak.
Więc radzę Wam poważnie zastanowić się, zanim wstąpicie w ten mroczny, ale jakże fascynujący świat.

PS
Kolejna notka już niebawem.

wtorek, 5 lutego 2013

Witajcie- powrót odmienionej

Przepraszam, że tak długo nie pisałam. To nie z powodu tego, że nie chciało mi się lub nie miałam weny. Mnie po prostu nie było. Niedawno (bo zaledwie 2 godziny temu) wróciłam do domu. Od razu policja zaczęła mnie przepytywać, co się ze mną stało- czy zostałam porwana? czy uciekłam z domu? czy mam jakieś problemy?
Oczywiście nie mogłam powiedzieć im prawdy. Wątpię też, czy ktokolwiek byłby w stanie zrozumieć, co się dzieje obecnie w mojej głowie.
Musiałam całkowicie zmienić moje nastawienie do świata. Ale może opowiem od początku, co się ze mną działo...
A więc, jak już wspomniała Ala (to było głupie, żeby kliknąć na komputerze "zapamiętaj hasło"), razem z kolegą poszliśmy po zajęciach na przystanek. Opowiadał mi właśnie o wilkołakach (miał bardzo bogatą wiedzę na ich temat), gdy coś nagle przyciągnęło mój wzrok. Możecie sobie tylko wyobrazić, co czułam, gdy w oddali ujrzałam moją starszą siostrę, która ponoć dwa lata wcześniej zginęła w wypadku samochodowym (to właśnie o niej był ten blog gotycki). Na początku myślałam, że mi się pomyliło i jest to po prostu jakaś podobna dziewczyna, ale pod wpływem impulsu postanowiłam za nią iść. Po pewnym czasie zniknęła w zaułku. Po kilku sekundach usłyszałam jakiś jęk i wbiegłam tam. Okazało się, że dziewczyna, którą śledziłam, jest wampirem i właśnie pożywia się na jakimś bezdomnym. Kiedy podniosła na mnie oczy, byłam już w 100% pewna, że to moja siostra. Zszokowana uciekłam i zadzwoniłam do mojego kolegi od wilkołaków. Opowiedziałam mu o wszystkim i obiecał za chwilę podesłać mi pomoc. Do tego czasu miałam kręcić się po rynku.
Po jakiś 7 minutach koło mnie zatrzymał się motor i jakiś chłopak kazał mi wskoczyć. Ruszyliśmy przed siebie i jakąś godzinę później znajdowałam się na terenie posiadłości mojego przyjaciela. Kiedy chłopak zdjął kask, okazało się, że to Patryk. Najbardziej znienawidzony przeze mnie arogancki bufon i... niesamowicie przystojny 22-latek w okolicy. Ale to był dopiero początek niespodzianek...
Okazało się, że wampiry mnie szukają i nie spoczną dopóki mnie nie dopadną. Starszyzna rodziny zebrała się i najpierw poddano mnie szczegółowemu przesłuchaniu, a potem przez 2 dni debatowali. W końcu stwierdzili, że należy mi się pomoc i ochrona. A co to oznacza w wilczym mniemaniu!? Małżeństwo! Tak więc od kilku dni Katarzyna z rodu Aradii (czarownic) jest na wieki związana z Patrykiem z rodu Luny (wilkołaków). Formalnie, według prawa polskiego nadal jestem panną, ale według prawa czarownic, wilkołaków, wampirów, itp. jestem żoną dziedzica wilczej watahy.
Kilka dni spędziłam z nową rodziną, starannie unikając "męża" (który był nieco zły po nocy poślubnej, bo nie dałam mu się tknąć), zdmuchnęłam 18 świeczek na urodzinowym torcie i wróciłam do domu.
Policji powiedziałam tylko tyle, że poszłam na przystanek, ale postanowiłam jeszcze iść do miasta i tam nagle zakręciło mi się w głowie i zemdlałam. Potem nic nie pamiętam, aż do chwili, kiedy ocknęłam się w lesie, gdzie wędrującą wzdłuż drogi znalazł mnie Patryk i odwiózł do domu. Dzisiaj mam odpoczynek, a jutro do szkoły.
Dowiedziałam się, że kiedy mnie nie było, wydarzyło się dość sporo. Alicję wyrzucili ze szkoły, a moja najlepsza przyjaciółka trafiła do szpitala. Tak więc, jutro po szkole wybieram się do niej w odwiedziny.
Do usłyszenia niebawem :)

sobota, 26 stycznia 2013

Zaginiona

Witajcie!
Nazywam się Alicja i jestem kuzynką dziewczyny, która prowadzi ten blog. Niestety, muszę Was zawiadomić, że Kasia zaginęła.
10 stycznia br. wyszła z domu i już nie wróciła. Jej telefon jest wyłączony i żaden z jej przyjaciół nie wie, co się z nią od tamtego dnia dzieje. Znajomi z klasy powiedzieli mi, że po szkole razem z przyjacielem poszła na przystanek, ale wiadomo, że nie doszła tam. Nie wiemy też, kim jest ten przyjaciel.
Jeżeli będziecie coś na ten temat wiedzieli, to proszę o odpowiedź.
Mój mail to: elliott@onet.pl
Możecie też zostawiać informacje w komentarzach.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Paskudna przypadłość

No to byłam dzisiaj u doktorka. Potwierdził moje przypuszczenia.
Powiedział, że wampir, który mnie zaatakował chciał mnie przemienić, ale z powodu amuletu, który noszę na szyi nie mógł dokończyć mojej transformacji, dlatego obecnie w moim organizmie jest ok. 2 litrów krwi wampirów. Powinna ona wyparować z mojego ciała w ciągu 2 tygodni.
Niemniej na wszelki wypadek dostałam od doktora kapsułki z roztworem srebra, co ma zapobiec mojej ewentualnej przemianie...
Nie mam pojęcia kto, ani tym bardziej po co, chciał mnie zamienić w jedną z nieumarłych. Nikogo o to nie prosiłam :) Jednak ta zagadka powinna zostać rozwiązana. Będę musiała poprosić o to kuzynkę, bo jak na razie mam problemy z wychodzeniem za dnia (zbyt jaskrawe światło).
Ale typowo wampirzego głodu i bladości skóry nie mam. Tego ostatniego nie zauważyłam możliwe dlatego, że jestem naturalnie blada ;p
Pozdrawiam wszystkich i życzę dobrej nocy
A wampirom udanych łowów :D

niedziela, 6 stycznia 2013

Odpowiedź na pytanie

Postaram się jak najdokładniej odpowiedzieć na pytanie:
"Mam do ciebie pytanie, czy jak są dhampiry i te objawy pojawiają się ok. 16 roku życia, to czy są i pół czarownie i pół wilkołaki? I jeśli tak to czy wygląda to podobnie jak u dhampirów? Kiedy i jakie są objawy"
U czarownic jest to dość złożony proces.
Normalna osoba dzięki magicznym księgom i wiedzy dawnych czarownic może "uprawiać magię". Jednak nigdy nie osiągnie takich osiągnięć jak naturalna czarownica, a jedynie opanuje tanie sztuczki.
Powiem to na swoim przykładzie. Niedawno odkryłam w sobie magiczne zdolności, co oznacza, że jestem naturalną czarownicą. Niemniej nie mam pojęcia, który z przodków był obdarzony mocą.
Żeby być czarownicą trzeba tego chcieć. Można mieć ukryte zdolności, o których się nie wie przez całe życie.
Magiczne zdolności mogą się ujawnić w każdym wieku. U kilkuletniej dziewczynki lub u dorosłej kobiety.
Co do półwilkołaków, to nie sądzę, żeby były jakieś następstwa oprócz mniejszej reakcji organizmu na pełnię księżyca.
Jednakże nie osiągnę też zbyt wysokiej pozycji w watasze, bo takie dzieci rodzą się w wyniku romansu śmiertelnika z niżej urodzonym wilkołakiem. (Jak wiadomo w watasze jest tylko jeden alfa, który ma prawo płodzenia dzieci). Mogą to być dzieci wilczycy lub wilka. Zazwyczaj oboje rodziców wychowuje potomstwo i w odpowiednim wieku wprowadza ich do watahy.
Wiek przemiany jest różny. Obecnie taka przemiana waha się między 14. a 18. rokiem życia. Czasami też wcale się nie ujawnia.
W takich mieszanych rodzinach lubią rodzić się bliźnięta lub nawet trojaczki. Chociaż są przypadki jedynaków. Wilkołactwo jest genem recesywnym u ludzi, więc chłopcy nie zawsze je dziedziczą. Natomiast dziewczynki zawsze są nosicielkami lub wilkołakami i mają możliwość przekazania tego genu dalej.
Tak więc przez kilka pokoleń może nie być wilkołaków... Aż tu nagle BUM! i pojawia się małe wilczątko.
Żeby gen się ujawnił, potrzeba specyficznych warunków środowiskowych, ale nie wiem dokładnie jakich. Spróbuję się tego dowiedzieć.
Mam nadzieję, że moja odpowiedź pomogła Ci choć trochę :)

Urwany film

Niestety nie mogłam się dłużej ukrywać, bo w środę znów trzeba było iść do szkoły. Wszystko było normalnie.
Dopiero w piątek spotkało mnie coś dziwnego. Umówiłam się z koleżankami, że pójdziemy do kina na "Hobbita". Film był naprawdę ekstra. Po skończonym seansie pożegnałam się z dziewczynami i poszłam na przystanek...I wtedy coś się stało. Coś szybko koło mnie przemknęło i nagle poczułam ostry ból w szyi. Muszę dodać, że to było już po 22 i wokół było bardzo cicho (zero aut, ludzie już dawno siedzieli w domach).
Niemniej obudziłam się dzisiaj rano we własnym łóżku, nie pamiętając co się działo w ciągu tych ponad 24 godzin. Mama powiedziała, że pojawiłam się wczoraj koło 1 w nocy ledwo trzymając się na nogach (ponoć wyglądałam jakbym była naćpana).
Podejrzewam, że zaatakował mnie wampir, ale nie mam na to żadnych dowodów (nie ma ran po ugryzieniu).
Od tego czasu czuję się jednak nieco dziwnie. Jestem strasznie słaba i nie mam apetytu.
Jutro wybieram się do Igora, który powie mi, co krwiopijcy mi dokładnie zrobili. Oficjalnie pracuje jako pediatra w miejscowej przychodni, a nieoficjalnie jest lekarzem ofiar wampirów.
Wiem tylko, że wampir może namierzyć ugryzionego człowieka.

wtorek, 1 stycznia 2013

Rekonesans

Kuzynka mieszka w małej wiosce: kilka domów, dwóch policjantów. Taka osada rolnicza. Wszędzie łąki, pastwiska, pola uprawne, a to wszystko otoczone lasem. Wioska wygląda, jakby ktoś wybudował ją na polanie w lesie. Jest tylko jedna główna asfaltowa droga, a resztę stanowią polne drogi.
Ludzie z podejrzliwością patrzyli na mnie i uważnie obserwowali każdy mój ruch. Wydaje mi się, że w ciągu ostatnich 200-300 lat to miasteczko wcale się nie zmieniło.
W pewnym momencie zobaczyłam Alę rozmawiającą z jakimś starszym mężczyzną. Na mój widok pożegnała go i podeszła do mnie. Zastanawiam się czy wszyscy coś przede mną ukrywają. Może jestem przewrażliwiona, ale wolę się upewnić...

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Może od początku...

Piszę dopiero teraz, bo wpadłam w niezłe tarapaty. Ale żebyście wszystko zrozumieli opowiem całą historię od początku...Czyli musimy wrócić się o jakieś 2-3 lata. Jak już zauważył Anomimowy, mam dość ciekawe życie. A wszystko zaczęło się tak...
Trzy lata temu zostałam wysłana na wakacje do o rok starszej kuzynki Alicji mieszkającej niedaleko Krakowa. W tym czasie wrócił z obozu jej brat Andrzej. Okazało się, że oboje mają dość dużego hopla na punkcie wampirów, czarownic itp. A wszystko zaczęło się od znalezienia jakiś pamiętników czy czegoś podobnego. Niedługo potem wciągnęli w poszukiwania mnie i mojego najlepszego przyjaciela Mateusza.
Informacji i śladów wampirów szukaliśmy wszędzie: w bibliotekach, archiwach, muzeach. Nawet chodziliśmy w nocy po ciemnych zaułkach, ale niczego nie znaleźliśmy.
Po kilku miesiącach ja i Mateusz zostaliśmy parą i kontynuowaliśmy poszukiwania już na własną rękę... i bingo. Udało nam się natrafić na ślady jeszcze niedawnego bytu wampirów w stolicy naszego powiatu. Starszy o dwa lata ode mnie Mateusz kazał zostać mi w domu, a sam udał się do siedziby hrabiego "Kiełka", jak go nazwaliśmy.
Na początku udawało nam się śledzić sługusów wychodzących z jego siedziby, ale potem coś się stało. Mateusz stał się opryskliwy, gburowaty i milczący. W końcu doszło do tego, że po roku bycia parą zostawił mnie mówiąc na odchodnym: "Że nie ma pojęcia, jak mógł chodzić z takim dzieciuchem jak ja". Wtedy też porzuciłam na dość długi czas zabawę w wampirzego detektywa. Dopiero pół roku temu wróciłam do tej profesji :)
Teraz możemy wrócić do właściwego tematu. Otóż dwa dni temu, wracając z "herbatkowej posiadówki" u koleżanki, spotkałam moją dawną miłość, Mateusza. Od naszego rozstania minęło już trochę czasu, ale on wcale się przez ten czas nie zmienił. Jedyne, co miał mi do powiedzenia, to to, że jego panu nie podoba się, że mieszam się w ich sprawy i że dostałam już ostrzeżenie i to dwukrotnie. I wtedy zdałam sobie sprawę, czemu się nie zmienił- on po prostu przeszedł na ciemną stronę mocy!
Spotkanie skończyło się sypnięciem soli w oczy mojego byłego i szybkim biegiem do domu. Spakowałam trochę rzeczy, wzięłam laptopa i (ponieważ nie miałam własnego transportu) zapukałam do mojego sąsiada Kamila (23 lata) z prośbą o podwiezienie do kuzynki. Po uiszczeniu opłaty za paliwo, cała i zdrowa dotarłam do Ali. Teraz siedzę w jej pokoju i dostałam od niej zakaz wychodzenia, a ona poszła do "klubu" dowiedzieć się czy na tym terenie też jestem poszukiwana.
Jutro (pomimo zagrożenia) wybieram się na rekonesans terenu.
A na koniec życzę wszystkim udanego Sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku.
Oraz pozdrawiam wszystkich krwiopijców, którym nie udało się mnie znaleźć ;P

środa, 26 grudnia 2012

Kuzyn-historyk

Mój kuzyn Andrzej jest obecnie na drugim roku studiów z dziedziny historii. Nie wiem dokładnie jakich, ale to nieważne. Postanowiłam podzielić się z nim zgromadzoną wiedzą i pokazałam mu dzisiaj pakt mieszkańców.
Powiedział, że nigdy nie słyszał o nim, ale w wielu kronikach i raportach pojawiają się doniesienia o silnych tradycjach magicznych na terenach południowej Polski, szczególnie tutaj. Starano się zniszczyć wszystkie obiekty praktyk magicznych, a magów i czarownice spalano na stosie.
Andrzej stwierdził, że dokument wygląda na prawdziwy. Według niego upadłe anioły występujące w tekście, to tak naprawdę czaronoksiężnicy. Na potwierdzenie swojej tezy pokazał mi starą księgę, którą znalazł na strychu u siebie w domu kilka lat temu. Ponoć należała do jego prapradziadka Augusta, który przekazał ją na 3 dni przed śmiercią swojej wnuczce Annie, która miała dać ją swojemu pierworodnemu. Ale jak widać nie zrobiła tego, bo jej pierworodny sam odnalazł księgę.
Przeglądnęłam ją i znajduje się tam wiele zwykłych i niezwykłych tekstów podzielonych na działy tematyczne, m.in. nekromancja, ziołolecznictwo, eliksiry, alchemia itp.
Ale był tam szczególnie jeden dział, który chyba wszystkich z nas by zainteresował. A mianowicie wampirologia. Na ten temat jest około 200 ręcznie zapisanych stron, które zamierzam w jak najkrótszym czasie przeczytać.
A więc na dzisiaj to wszystko, bo lecę zagłębiać się w mroczne sekrety sprzed wieków :)

wtorek, 25 grudnia 2012

Mrocznych świąt

Z okazji świąt Bożego Narodzenia i nadchodzącego Nowego Roku pragnę wszystkim Wam życzyć szczęśliwych świąt.
Śmiertelnikom, żeby zawsze otaczało Was światło, a mrok nigdy nie zmącił tego rodzinnego święta.
Czarownicom, oby nigdy nie zabrakło magicznych mikstur i wywarów.
Wilkołakom życzę udanych pełni księżyca, pełnych wilczego skowytu.
A wampirom zaś życzę udanych polowań i aby Wasze sekrety nigdy nie poznały światła dziennego. (Do czego ja usilnie dążę).
Jeszcze raz wszystkim Czytelnikom życzę wesołych i pogodnych świąt :)

Straszna staruszka

Pamiętacie, jak wspominałam Wam o pewnej staruszce? Otóż byłam dzisiaj ją odwiedzić. Pod pretekstem, że skoro samotnie spędza święta, to zaniosę jej jakąś sałatkę i ciasto.
Na początku nie chciałam zadawać jej pytań o te XIX-wieczne pisma, więc usiadłam sobie spokojnie, wypiłam pyszną herbatę i pogawędziłam o niczym. Jej domek w ogóle przypomina trochę z filmów o czarownicach.
Ale przejdźmy do właściwego tematu. Po upływie pół godziny w końcu odważyłam się zadać pytanie o to pismo. Widziałam, że staruszkę strasznie to zdenerwowało. Powiedziała mi tylko, żebym zostawiła to w spokoju i nie interesowała się tematem nieśmiertelnych. Ale to tylko podsyciło moją ciekawość i będę z jeszcze większą determinacją szukać wyjaśnienia wszelkich tajemnic.
Pamiętajcie, jeśli w ciągu tygodnia nie otrzymacie kolejnej notatki, to oznacza to, że zostałam pojmana przez potężne siły ciemności.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

niedziela, 23 grudnia 2012

Tajemniczy dokument

Dzisiaj ledwo żyję. Wczoraj zaznajamiałam się z tymi dokumentami do czwartej nad ranem i dosłownie wstałam przed chwilą. Od razu pragnę się z Wami podzielić tym, co znalazłam :)
A więc...na mocy podpisanego 26 grudnia 1872 roku dokumentu naszą gminę podzielono na 3 mniejsze wioski. Obecną stolicę gminy miały zamieszkiwać czarownice i upadłe anioły, które miały powiązania genealogiczne (w końcu pierwsza czarownica narodziła się z gwałtu na śmiertelniczce przez Lucyfera). Na południu zamieszkały wilkołaki, a na wschód od nich swoją siedzibę miały wampiry. Od podpisania tego dokumentu obowiązywał zakaz naruszania granic. Nie obowiązywało to tylko w przypadku podróży na tereny położone za danym terenem. Ponadto podpisano klauzurę zakazującą informowania ludności miejscowej o postanowieniach paktu i prawdziwej naturze nieludzi.
Sądzę jednak, że ten dokument przestał obowiązywać podczas I wojny światowej, gdyż to właśnie wtedy pałac opustoszał. Obecnie żadna z rodzin, których podpis widnieje na dokumencie, nic nie wie na jego temat. Niektóre z rodów wygasły w XX wieku lub potomkowie opuścili te tereny. Praktyki magiczne wygasły i jedynie lekko zwariowana staruszka mieszkająca pod lasem dalej kultywuje nauki przodków. Tak samo już od dawna nikt nie wspomina o wilkołactwie na tych terenach.
Jednakże, któż może wiedzieć jakie tajemnice jeszcze skrywa nasz kraj...

sobota, 22 grudnia 2012

Wampiry i... nie tylko

Dzisiaj trafiłam w bibliotece na niezwykłą książkę i właśnie się z nią zaznajamiam. Jest to kronika opowiadająca o historii mojego rodzinnego miasta. Mieszkamy tu już od 5 pokoleń, więc w pewnym sensie te materiały dotyczą też mojej rodziny. Kilkadziesiąt lat temu, jeszcze w XIX wieku, na tym terenie zamieszkiwało tylko kilkanaście rodzin. Była to wtedy mała wioska. Ponoć w tamtych czasach sprowadziło się na nasze ziemie kilku bardzo wpływowych ludzi, którzy zbudowali na terenie gminy pałac. Zaczęły się wtedy dziać dziwne rzeczy. Rzeczony kronikarz opisuje, że hrabia i jego świta nie byli ludźmi, lecz wampirami. Po kilku latach ciągłych waśni postanowiono zawrzeć pakt. Miał zostać podpisany przez: hrabiego, przywódczynie miejscowych czarownic (które ponoć pochodziły w prostej linii od Aradii, pierwszej czarownicy), przywódcę wilkołaków i Upadłego Anioła, który przewodził miejscowym demonom.
Nie wiem, czy jest to wymysł szaleńca, fikcja literacka, czy po prostu prawda, ale zamierzam dalej zgłębiać te dokumenty.
Jeśli rzeczywiście są prawdziwe to wynika z nich jasno, że od strony babci jestem spokrewniona z miejscowymi czarownicami, a od strony dziadka jestem wilkołakiem. I wyjaśniałoby moją antypatię do Karola, który jest potomkiem hrabiego ;p
Jeśli do jutra zaznajomię się z treścią dokumentu (co nie jest łatwe, bo tekst napisano po staropolsku), to możecie spodziewać się już jutro kolejnej notatki o południowopolskiej dynastii wampirzych hrabiów :)

Wampirzy klan

Przepraszam, że kolejny post ukazuje się dopiero teraz, ale miałam mnóstwo spraw na głowie.
Ostatnio dostałam ciekawego maila od osoby podpisującej się jako Dark Evil. Pozwolicie, że zacytuję fragment tej wiadomości:
"[...] Masz dość bogatą wiedzę na temat wampirów i zastanawiam się, skąd ją czerpiesz. Po dogłębnym przeanalizowaniu każdego postu można zauważyć, że Twoi informatorzy muszę mieć naprawdę duże wpływy w wampirzym świecie [...]
Mojemu Panu nie podoba się, że ingerujesz w sprawy, które Ciebie nie dotyczą, a w dodatku jesteś poza kontrolą [...] Mój Pan chciałby rozwiązać ten konflikt interesów i proponuje spotkanie 21 grudnia 2012 roku o godzinie 16:00 w Galerii Krakowskiej. Jest to miejsce mocno zaludnione, więc nie będziesz musiała obawiać się o własne bezpieczeństwo [...]"
Odpisałam, że chętnie się spotkam. I tak nie miałam nic lepszego do roboty.
Na miejscu czekała na mnie trójka chłopaków wyglądających na jakieś 17-19 lat. Ale wygląd może mylić. Najdziwniejsze były ich stroje. Wyglądali, jakby się urwali prosto z planu jakiegoś filmu historycznego (np. "Duma i uprzedzenie"). Niemniej podeszłam do nich i przedstawiłam się. Od razu wytknięto mi, że spóźniłam się o całe 7 minut. Nie moja wina, że w dzisiejszych czasach pociągi jeżdżą jak jeżdżą.
Podczas całego spotkania z uwagą przyglądałam się moim rozmówcom. Ich "władca" popijał przez cały czas colę, a pozostała dwójka ani razu się nie odezwała. Z całej tej głupiej rozmowy zrozumiałam tyle, że mam przestać prowadzić bloga, dać namiary na moich informatorów (bo musi ich spotkać należna im kara) i wykonywać wszystkie rozkazy hrabiego Aleksandra (na którego terenie mieszkam). Jeśli nie dostosuję się do tego, spotkają mnie przykre konsekwencje.
Jak widzicie pierwszy punkt już złamałam, bo nie zamierzam zrezygnować z prowadzenia bloga. Namiary na moich informatorów zapisane na kartce i w telefonie zniszczyłam, aby ich nie zdradzić i teraz jedynie w mojej głowie są te informacje. A jeśli chodzi o rozkazy od hrabiego, to nawet nie zadzwoniłam do jego sekretarki, tylko od razu po przyjściu do domu kartkę z telefonem wyrzuciłam do kosza.
Następny post pojawi się już jutro...o ile do tego czasu będę jeszcze żyła ;p
Pozdrawiam wszystkich Czytelników i wampiry :)

poniedziałek, 26 listopada 2012

Egipskie wampiry

Przepraszam, że kolejny post dopiero teraz, ale byłam razem z kolegą na wyjeździe do Egiptu. Spotkałam tam naprawdę ciekawe osoby, które mają naprawdę ogromną wiedzę na temat nieumarłych i sądzę, że nawet gdybym przez kolejne kilka lat zgłębiała wiedzę o istotach mroku, nadal nie miałabym takiej wiedzy jak tamci.
Dzisiejszy post będzie krótki, bo dopiero wróciłam i jestem kompletnie padnięta.
A więc najpierw powiem kilka słów o pochówku. Usuwanie niektórych organów wewnętrznych miało zapobiec zmartwychwstaniu krewnych i ich ponownego gnębienia rodziny. Znane są jednak przypadki, że kapłani, którzy służyli w świątyniach byli wampirami. W ich przypadku nie było to przekleństwo, lecz dar od boga, któremu służyli.
Na przykład zmiennokształtni. Kotołaki to sługi Bastet lub Sachmet. Najprawdopodobniej wampiry to sługi Seta lub Ozyrysa. Nie jest to do końca sprawdzone, a potajemne badanie są nadal prowadzone.
Ja skłaniam się bardziej ku teorii, że to byli kapłani Seta, ponieważ to tłumaczyłoby, dlaczego nie mogą wychodzić na słońce. W końcu Set zabił ojca Horusa.
Na dzisiaj to już koniec, bo zasypiam nad klawiaturą i nawet te 3 kubki kawy nie pomagają.

czwartek, 8 listopada 2012

Wrogowie wampirów

W tym poście opiszę dwóch największych wrogów wampirów.

Na pierwszym miejscu znajdują się WILKOŁAKI
Nie zbadano przyczyny wzajemnej antypatii tych dwóch ras. Ich konflikt trwa już tak długo, że z biegiem czasu pierwotna przyczyna uległa zatarciu. Niemniej do teraz nie rozwiązano sporu i ogólnie przyjęto, że każdy osobnik tej rasy jest wrogiem wampirów.
Jedna z teorii głosi, że powodem niezbyt przyjacielskich stosunków jest wilcza natura. Jak każde zwierzę unika wampirów.

Drugim z odwiecznych wrogów są CZAROWNICE
W tym przypadku można założyć, że powodem konfliktu jest wzajemny strach. Wiedźmy są na tyle silne, aby rzucać klątwy nawet na nieumarłych. Natomiast czarownice, które wiedzą więcej o świecie magii od przeciętnego śmiertelnika, po wysłuchaniu babcinych opowieści obawiają się ataku ze strony krwiopijców.
Nie jest to jednak jakiś potężny konflikt. Te dwa rodzaje starają się sobie nie wchodzić w drogę. Jedynie w naprawdę kryzysowych sytuacjach współpracują ze sobą.

Jak na razie to tyle. Jeśli dowiem się coś więcej na ten temat, to uzupełnię tę notatkę :)

Powrót do domu

Dzisiaj dość późno wracałam ze szkoły i było już ciemno, kiedy czekałam na przystanku na autobus. W pewnym momencie poczułam na sobie czyjś wzrok, a kiedy podniosłam głowę znowu ujrzałam tamtego chłopaka, który zaczepił mnie kilka dni temu. Ale po chwili już go nie było. Rozpłynął się jak na tych filmach, w których najpierw ktoś stoi po przeciwnej stronie ulicy, a jak przejedzie samochód to już go nie ma.
Nie wiem, kim jest ten tajemniczy osobnik, ale nie zamierzam się tym zbytnio przejmować. Nie mam też pojęcia czy próbuje mnie chronić, czy wręcz odwrotnie- ma względem mnie niecne zamiary. Postanowiłam, że w najbliższym czasie zbadam tą sytuację...

Rytuał przywołania

Przepraszam, że dopiero teraz się odzywam, ale byłam chora. Nie wiem czy ma to związek z tym rytuałem, czy to tylko zbieg okoliczności... Niemniej nie miałam siły pisać.
Poniżej zamieszczam rytuał dla wszystkich zainteresowanych :)

Należy znaleźć ciche miejsce i chwilę pomedytować. Następnie w połowie świecy wbijamy igłę i zapalamy świeczkę. Następnie 9x powtarzamy zaklęcie. (3 serie po 3x  w niewielkich odstępach).
"Nadejdziesz prędkim krokiem
Trzy razy wezwany mym zaklęciem
Trzy razy wezwany tym płomieniem
Przyjdź do mnie niezwłocznie."
Następnie trzeba się skupić i siedzieć wpatrzonym w płomień aż świeca wypali się do igły. Dla ułatwienia, żeby się nie rozpraszać, można cały czas powtarzać słowo "Wampir".

To chyba tyle. Życzę miłego przywoływania :)

niedziela, 4 listopada 2012

Przywoływanie

No, to wczoraj znowu popełniłam błąd. Odprawiłam rytuał przywołania wampira. Sądzę, że się udało, bo od tamtego czasu cały czas przechodzą mnie ciarki bez żadnego konkretnego powodu i mam uczucie, jakby ktoś próbował wniknąć w moje myśli.
Zdawałam sobie sprawę z tego, że jest to niebezpieczne, ale z początku nie wierzyłam w prawdziwość tego rytuału. Ale jak zwykle muszę wszystko na sobie przetestować, a potem znosić konsekwencje moich decyzji. Tak samo było przy wywoływaniu duchów :)
Nie przejmuję się tym jednak, bo wyznaję zasadę, że "Bez ryzyka nie ma zabawy" i "Czasami życie warte jest ryzyka".
Nie wiem, kiedy pojawi się kolejny post, bo jutro trzeba wracać do szkoły. Obiecuję, że nie będzie to trwało dłużej niż 2 dni.

sobota, 3 listopada 2012

Wieczorny spacer

Dzisiaj nie będę pisać nowych rzeczy o wampirach, lecz opowiem Wam, co mi się wczoraj przydarzyło.
Otóż koło 22:05 wracałam od koleżanki do domu. Wszędzie było cicho, jedynie z knajpy dochodziły jakieś głosy. Bardzo się spieszyłam, bo już byłam spóźniona. Nagle ktoś mnie szarpnął za ramię i przestraszona krzyknęłam. Okazało się, że od pewnego czasu szedł za mną jakiś chłopak. Od razu zapytał:
-Czy to ty prowadzisz tego bloga o wampirach?
-Skąd o tym wiesz!?
Do teraz zastanawiam się kim był ten chłopak i jak zdobył moje dane. Niemniej ostrzegł mnie, że nie wszystkim podoba się to, co tu wypisuje i lepiej by było, gdybym skasowała ten blog.
Jak możecie przypuszczać do późna nie mogłam zasnąć. Ma to jednak także dobre strony, bo pozwoliło mi się to zastanowić, co robić dalej.
Oficjalnie oświadczam, że postanowiłam dalej prowadzić tą stronę i już za niedługo możecie się spodziewać kolejnej notki :)
Pozdrowienia i do usłyszenia